niedziela, 2 grudnia 2012

Nieprzykry obowiązek

Lektury szkolne są czytane (jeśli w ogóle) w ramach obowiązkowej pańszczyzny. Tak było (dziwi mnie lektura "Madame" Antoniego Libery, gdzie na przykładzie "Popiołów" Żeromskiego dowiaduję się, że lektura nudna, nienudna, ale była przeczytana) teraz wszystko to, co obowiązkowe, pisane a nie daj Boże(!) przekraczające objętością jeden egzemplarz książkowy jest omijane szerokim łukiem. Dlaczego? Sama pod natłokiem wielu zajęć wybierałam to, co miłe i świadomie wybrane, niż to, co obowiązkowe i z góry narzucone.
Z Potopem było jednak inaczej. Historia Polski jest tak barwna (choć z przewagą szarości), że chłonę wszystko, co ma związek z budowaniem rzeczywistości, jaką spotykamy tu teraz. Wojny XVIIw są tematem bardzo pochłaniającym. Wystarczy tylko pomyśleć w jakiej kondycji była wówczas Polska, do jakich zaniedbań doszło, a mimo wszystko, mimo niechybnego upadku i osłabienia, można stwierdzić, że uszła z tych wielu konfliktów cało.
Niechlubnie stwierdzam, że nic Sienkiewicza nie przeczytałam, nawet "W Pustyni i W Puszczy", nawet "Latarnika". "Potop" bardzo chciałam przeczytać, ze względu na tło historyczne, sporo wolnego czasu i ciągłe zapewnienia przyjaciółki, że to jej ulubiona, świetnie napisana powieść. I... nie zawiodłam się!

Słońce świeciło mocno, wygrzewałam ciało na balkonie, zajadałam się słodkimi owocami i czytałam, tak, "Potop".
A co ciekawsze, był to czas spędzony cudownie. Sienkiewicz zbudował tę powieść w sposób genialny. Owszem, to prawda, że co jakiś czas pojawiają się długie, żmudne opisy z pól bitewnych, ale biorąc pod uwagę fabułę i cały kontekst można złapać się na tym, że będąc lub nie miłośnikiem historii, niektóre fragmenty są tak budujące i krzepiące, że naprawdę serce rośnie! Sienkiewicz napisał zresztą Trylogię ku pokrzepieniu serc, stąd te heroiczne postawy, powrót Jana Kazimierza (notabene nieudolnego władcy) do Polski w glorii i chwale. Nie jest to jednak zabieg rażący i odstraszający. Wątek obrony Częstochowy jest na tyle legendarny, że nie trzeba go szczególnie opiewać dobrym słowem.
Kreacje bohaterów są mistrzowskie. W tak obszernej powieści, jaką jest "Potop" pojawia się wiele różnorodnych bohaterów, jednak mimo całego miszmaszu nazwisk i tytułów, postacie są wyjątkowo wyraziste i zapdające na długo w pamięci. Heroiczny, honorowy Kmicic, przebiegli Radziwiłowie, bohaterski Wołodyjowski, dzielna Oleńka, zabawny Zagłoba... Koligacje między bohaterami są najlepszym zabiegiem, jakiego dokonał Sienkiewicz. Od początku nic, nie jest jasne, mimo, że na to wygląda. Miłość Oleńki i Kmicica nie jest tak oczywista jak się wydaje, a przede wszystkim nie tak prosta. W powieści Sienkiewicza przeplata się wiele problemów i zagadnień takich jak: zobowiązania względem ojczyzny, rodziny,patriotyzm, prywata, hierarchia wartości, religia, miłość...
Jak naiwna małolata wzdychałam do Kmicica nad jego ciężkim losem, ale także męską ogładą i poczuciem wojskowego honoru. Jeśli tylko losy głównych bohaterów wplątanych w różne problemy natury prywatnej i politycznej porwą Was bez reszty, to i zwycięstwa Czarnieckiego nie będą tylko stronami do pominięcia, ale interesującymi, pochłaniającymi fragmentami. Słów jeszcze kilka na temat ekranizacji, będącej zwykle zamiennikiem z Sienkiewiczowskim "Potopem". Ponad cztery godziny seansu były i dla mnie męczarnią. Warto było patrzeć choćby ze względu na Daniela Olbrychskiego, który jest Kmicicem z krwi i kości. Małgorzata Braunek nie spełniła jednak moich wyobrażeń Oleńki- dumnej, pięknej i walecznej.
Szybko i bezboleśnie? Nie. Lektura "Potopu" nie jest na tyle wymagająca, jak to się może wydawać- a z pewnością jest o wiele przyjemniejsza niż wyczerpująca, wymagajaca skupienia i uwagi ekranizacja.

PS. Mam nowe miejsce w sieci! Kulinarna, zielona pasja zmotywowała mnie do stworzenia bloga:
http://withlovetogreen.blogspot.com/
serdecznie zapraszam!


poniedziałek, 12 listopada 2012

smutny listopad

niebo już nie tak niebieskie, ale otwieram
 okno na świat!
Dawno, dawno, gdzieś w ferworze codziennych zajęć zgubiłam naturalną, prostą, ale w swej prostocie piękną radość, jaką dawało mi pisanie. Mimo, że zapowiedziałam się oficjalnie i z fanfarami, że powrócę, biorę się w garść, czytam i piszę, to znów budzę się o piątej rano, znów autobus, znów noc. Już tyle minęło tych dni, że straciłam rachubę czasu, przede wszystkim straciłam czas, a nie trzeba go zbyt wiele, by nakreślić parę słów, z których płynie cicha radość, a uśmiech dają mi Wasze słowa. Parę dni temu otrzymałam wiadomość, która postawiła mnie na nogi i dała pozytywnego kopa, bardzo dziękuję! Tak, listopad jest smutny, ciężko się żyje między dopiero co kończącą się nocą, a tą ledwie się rozpoczynającą. Moje życie choć teraz trochę zastygłe i flegmatyczne urozmaica się raz po raz. Proza życia zmusiła mnie do szukania nowych fascynacji i inspiracji. Wstyd (nie wstyd?) się przyznać, że częściej wertuję książki kucharskie niż literaturę piękną, tu pojawił się pomysł na fuzję wszystkiego, co składa się na to moje smutne, jesienne życie. Doszłam do wniosku, że blog tematyczny zawęża znacznie moje możliwości, a jednocześnie wymaga ode mnie zdyscyplinowania. Ilekroć przychodziłam z zamiarem opisania czegoś, co ostatnio przeczytałam reflektowałam się, że czytałam tak nieuważnie i w biegu, że nie mam nic do powiedzenia. Znów wracałam do punktu wyjścia- sfrustrowana i zmęczona. Żyjemy w ciężkich czasach, czasach gdy cenniejsza jest umiejętność wygięcia blachy, wbicia paru gwoździ niż nauka. Silnie odczuwam presję podjęcia decyzji, otoczenia, wymagań, choć teraz chyba mogę już stwierdzić, że pisać potrzebuję i pisać muszę. Od jakiegoś czasu nosiłam się z zamiarem założenia innego bloga w miejsce tego, ale chyba warto tu zostać i zadomowić się na nowo. Nie wiem na ile zmieniła się blogosfera pod moją nieobecność, kto tu jeszcze jest i dzielnie wiedzie prym, mam nadzieję, że macie sie dobrze moi przyjaciele i nie dopadają Was dłuższe jesienne frustracje :) Nie składam deklaracji, ale coraz mocniej czuję w sobie motywację do działań (może nawet literackich...) Jestem otwarta na sugestie w sprawie dalszego prowadzenia bloga, oraz czekam na Wasz głos Kochani!

sobota, 28 kwietnia 2012

Czas

...otworzyć jedną z zapomnianych szuflad piętrzących się, drogocennych przynależności. Życie pochłonęło mnie  do reszty, poplątałam się, zanurzyłam, opuszkami palców dotykałam konturów mojej nowej rzeczywistości. Stopniowo wplączę moje kulturalne uniesienia w wirtualny eter. Tyle znakomitych person, tyle stron, tyle obrazów, tyle melodii, uśmiechów- to wszystko Wam pokażę, już wkrótce, bo tęskniłam.